Kaczka dziwaczka

10:56:00


Wchodzę do budynku z czerwonej cegły: „Dzień dobry chciałabym zaświadczenie o niekaralności”. „To do Sądu trzeba iść na Kaszubską” odpowiedział zmieszany portier w okienku. Ja niezwłocznie odrzekłam zdziwionym głosem „A ja nie jestem na Kaszubskiej!??” No hallo! - brzmiało w mojej głowie - człowieku ogarnij się. ;)   „Nie” odezwał się sympatycznie kolega portiera i zaczął tłumaczyć mi drogę. Zbaraniałam. Mina Pana Portiera była bezcenna. Odpuściłam sobie zaświadczenie wychodzę już cała uchachana z samej siebie. Spoglądam na szyld by sprawdzić w jakim to budynku usytuowałam sobie wyimaginowany Sąd i czytam „Urząd Morski w Szczecinie”. Zataczałam się ze śmiechu. Weszłam na pełnej „nieświadomce” do Urzędu Morskiego i proszę w portierni o zaświadczenie o niekaralności i oczekuję wskazania mi sali pod którą mam się udać, a oni mi każą iść do Sądu tak jakbym w nim nie była. No proszę was, co to ma być?! ;)
Ale to jeszcze nic. Kilka dni później w pośpiechu zaparkowałam pierwszy raz w Kaskadzie. Pękam z dumy, że mi się udało pokonać tę jakże stromą serpentynę wjazdową i lecę na skrzydłach do Luxmedu na badania. Wracam i co? Taaak, i nie pamiętam, gdzie stoi moje auto. Ja - mistrzyni sytuacji przezabawnych hehehe
Poruszyłam pięciu Panów z ochrony, aby mi pomogli odnaleźć samochód. Panowie nie kryli rozbawienia jaki ze mnie mieli. A ja jeszcze z powodu stresu na pytanie jakim samochodem przyjechałam potrafiłam udzielić jakże błyskotliwej odpowiedzi: czarną skodą. No ale jaką? - dociekał ochroniarz. Wysoką na stargardzkich blachach – mistrzowsko odrzekłam. Niczym mała Michalina z "Tylko mnie kochaj" na pytanie jak wygląda jej Mama. Jest taka ładna ma oczy i nos. Jednostki specjalne służby ochrony Galerii Kaskady przeprowadziły piękną akcję pod kryptonimem „Klientka i jej zagubiona czarna skoda.” Gdy już szczęśliwie po 40 minutach wyjeżdżałam z parkingu. Sama miałam ogromny ubaw i przypomniało mi się jak w czasach licealnych podczas imprezy w pewnym klubie zgubiłam okulary i wstrzymano dyskotekę, zapalono światła i wszyscy ich szukali. Albo jak wracałam przez Berlin do Stargardu ze Szczecina. Miałam szczęście trafić na przyjaznych Panów z kontroli celnej. Ich zdziwienie na moje pomylenie pociągów było przeogromne. :)
To był maj 2016 roku, gdy wyszłam wtedy z tego Urzędu Morskiego i kiedy już przestałam zataczać się ze śmiechu. Pomyślałam „jest dobrze, wracam do siebie”. Tak!! Ogarnęła mnie fala poczucia szczęścia. Zdałam sobie sprawę, że najtrudniejsze już za mną, bo znów zaczynają się dziać sytuację prześmieszne w moim stylu. W nurcie „kaczki dziwaczki” - pozytywniej zakręconej jak słoik dziewczyny. Taka właśnie jestem i to roztargnienie polubiłam bardzo w sobie. Teraz jest jeszcze lepiej, gdyż wywaliłam już z siebie sporo fałszywych taśm i zapisuje w swojej podświadomości i świadomym umyśle prawdziwe nagrania na obraz mnie samej. Ten zapis jest niezmiernie ważny by zaczęło się dziać jeszcze piękniej i życie układało się w dobrą całość. Zawsze to lepiej iść prowadzona ciepłymi promieniami słońca przed siebie niż dostawać metalową maczugą życia po głowie i nie móc ruszyć się z miejsca. Z całego mojego serducha życzę wszystkim ludziom takiego oświecenia, wolności i prawdziwej radości. 

You Might Also Like

0 komentarze

Popularne Posty

Polub mnie na Facebook

Subscribe