Światło w tunelu

14:23:00


Jest marzec 2016 roku jestem w szpitalu na Unii Lubelskiej w Szczecinie. Najtrudniejszy czas mojego życia zamknął się w roku 2015 i był już za moimi plecami. Zamykam za sobą drzwi Zakładu Medycyny Nuklearnej już ostatni raz. Dziś już nie płaczę. Pomimo, że dokładnie tak samo jak rok temu nikt na mnie nie czeka.
Wychodzę ze szpitala. Przetrwałam 8 nieszczęść, 5 huraganów i 2 powodzie.
Żyję.
Moje wnętrze całkowicie obezwładnia pokora. Czuję harmonię i spokój. Zupełne pogodzenie z losem.  Zamykam drzwi i nie odczuwam strachu, żadnego lęku. Bo dziś doskonale wiem, że człowiek, to coś więcej niż kupka kości i skóra. Składa się na niego coś magicznego czego nie jestem w stanie nakreślić słowem. Z wszystkich dostępnych określeń najbardziej pasuje mi dusza. Po tych wszystkich przejściach. Wstrząsająco jasno stała się przemijalność mnie samej i zmiany. Tego, że w jednej chwili możesz przestać istnieć lub całkowicie może przeobrazić się Twoje życie.
W momentach oświecenia następuje szczere przewartościowanie. Myślę, że to jest nader osobista sprawa, każdego człowieka, który to doświadcza. Tak bardzo wielowymiarowa, że pozostawię to bez głębszego rozpatrywania. Jestem pewna, że jeśli sam coś takiego wstrząsającego przeżyłeś doskonale wiesz o czym próbuje tu pisać. Co myślę jest standardem to fakt, iż uświadamiasz sobie uderzająco najprawdziwszą z prawd: jesteśmy tu na chwilę. Tak więc, wszystko to co mamy, posiadamy niejako w dzierżawie i nie ma większego znaczenia. Równie bez znaczenia jest to  czy umrzesz jako kierowniczka, menadżer czy pracownik. Warto więc zastanowić się co jest w moim istnieniu ważne.
            Doznajesz oczyszczenia na głębszej warstwie samego siebie. Jednak życie doczesne trwa nadal tu na ziemi również na płytszej przestrzeni.
Zdałam sobie sprawę, że pozwoliłam, aby „bałagan tego człowieka z samym sobą” zanieczyścił moje życie. To jest kwestia granic o których już pisałam, które należy stawiać.
 Wiecie co jest najtrudniejsze obecnie po całej tej katastrofie? Już nawet nie to, że straciłam pracę, którą bardzo lubiłam w gruncie rzeczy w dobrej firmie w której chciałam pracować. Że utraciłam cały ogromy nakład pracy na mojej ścieżce kariery zawodowej, którą wiązałam z tą firmą. I że zawodowo zatoczyłam koło i znów jestem na początku. Podczas, gdy moim rówieśnicy są już dużo dalej ode mnie podkreślę mam tu na myśli odległość w obszarze zawodowym.
Najtrudniejszy jest fakt, że ten kat bardzo umiejętnie robi z samego siebie ofiarę. Gdy siedzisz w Sądzie i słuchasz jak człowiek zeznający pod przysięgą kłamie. I kiedy już w 100% masz pewność jak z całkowitą premedytacją doprowadzał Ciebie do rozstroju nerwowego, a Ty nie masz na to wszystko dowodów.
Mobber jest tak doskonałym manipulatorem, że pociąga za sobą zazwyczaj całe środowisko.
Mnie napastował, niszczył psychicznie i zastraszał, a wszystkim wokół opowiadał, że „ja znów wariuje”. Usłyszałam od niego „że mnie zajebie jak wejdę jemu w ścieżkę kariery zawodowej”, „że mam zjebany głos”, „że jestem nudna i gruba”, „że dopłaci mi abym tu nie pracowała”, „że mam pakować się do wora bo już tu nie pracuję”. To, że jestem gruba i powinnam schudnąć słyszałam niemal codziennie. Kiedy słucham, gdy on wszystkie swoje cechy przypisuje mi, a zabiera moje dla siebie. I jeszcze robi ze mnie agresora. Kiedy wiem jak to się dla mnie skończyło…
Pomimo całej tej wiedzy na głębszej warstwie nie jestem wstanie powstrzymać falę gniewu i złości wobec tego człowieka, która mnie ogarnia. Siedzisz, słuchasz, nie dowierzasz temu co słyszysz i już jasnym jest dla Ciebie fakt, że stoi przed Tobą chory człowiek.
 Przerażające jest dla mnie to, że on nie jest sam. A takie psychopatyczne jednostki tak dobrze funkcjonują w społeczeństwie i ciągną za sobą rzesze ludzi niczym Hitler. Porównanie jest może drastyczne, ale tak kojarzą mi się działania tego człowieka i tego jak sprytnie przeciągnął na swą stronę ludzi z którymi razem pracowaliśmy.
            A ja swoją dobrocią wtedy, gdy to wszystko się działo strzelałam sobie raz po raz tylko w kolano.
Dlaczego? To bardzo proste. Zamiast radykalnie zrobić szybkie cięcie i ukrócić jego postępki to ja mając na względzie to, że musiał zaznać sporo zła skoro taki jest, dałam się zastraszyć, a potem wdeptać w ziemie. Wyciągałam do kata dłoń wierząc w jego przemianę i tym samym mój spokój. Ufałam filozofii, że gdy pokaże jemu pozytywną stronę świata to on też stanie się dobrym. Coś na styl zwalczania zła dobrem.
Tak, tak. Można pękać ze śmiechu.
Teraz, gdy patrzę na te wydarzenia z innej perspektywy jako obserwator, a nie uczestnik. To sama nie pojmuje swojego działania.
Mogłam zacząć nosić ze sobą dyktafon dużo wcześniej i uzbierać piękny materiał dowodowy. W firmie były kamery. Zbyt późno uświadomiłam sobie, że momenty kiedy mnie pchnął taranem przy wejściu lub gdy podczas rozmowy z moi kolegą tak po prostu, jakby mnie nie było, wszedł między nami przerwał rozmowę zasłaniając mnie swoją postacią... To wszystko musiało być nagrane. W tych miejscach były kamery, a ja wówczas nie pomyślałam, aby uzyskać te nagrania.
 Jeśli jesteś ofiarą mobbingu. Masz podobną sytuację zbieraj cały arsenał dowodów, aby sprawa się nie rozmywała. Pisz dzienniki wydarzeń, nagrywaj, zbieraj nagrania z firmowych kamer, szukaj pomocy u osób trzecich lub wyżej w firmie. Tak z szczerego serca poradziłabym sama sobie te kilka lat wcześniej.
            Nie warto starać się o dobrą współpracę z człowiekiem, który jest chory. Pobłażając i przebaczając jemu każdy błąd i wyciągając do niego rękę. Nie warto próbować pokazać człowiekowi, który szerzy zło, że świat ma dobrą stronę. Nie warto spędzać ani chwili z człowiekiem, który krzywdzi. Absolutnie nie warto takiego człowieka obdarzać jakimkolwiek zaufaniem. Taki człowiek później i tak dokopie Ci tak mocno, że stracisz wiarę w innych.
            Powyższe słowa to zapis i niejako „esencja” mojego osobistego doświadczenia. Na domiar wszelkiego zła, które doznałam od tej istoty. Chcąc uzmysłowić jemu jak bardzo rani podarowałam jemu maszynopis nieukończonej mojej książki inspirowanej wydarzeniami z tamtego okresu, którą chcę wydać. Nie zrozumiał przekazu, a fabułę i całość wykorzystał do dalszej manipulacji przeciw mnie.
            Jest to najboleśniejsza z lekcji, którą odbyłam w swoim życiu. Jednak wykształcenie ma swą cenne. Dzięki temu doświadczeniu moje życie w kilku aspektach zmieniło się na lepsze. Drobne trudności z którymi się jeszcze borykam to kwestie zawodowe i to że trauma i poczucie niesprawiedliwości oraz jednocześnie bezsilności odtwarza się za każdym posiedzeniem procesowym.
Największym wyzwaniem dla mnie w tej chwili jest nauczyć się ufać znów ludziom. Bardzo chciałabym spotkać teraz sporą liczbę dobrych osób, aby wykurzyć ten olbrzymi brak wiary w innych ze swojego życia. Coraz częściej tak też się dzieje.
Światło w tunelu świeci coraz jaśniej. 




You Might Also Like

0 komentarze

Popularne Posty

Polub mnie na Facebook

Subscribe