Anioł na drodze

12:37:00



W książce Phila Bosmans’a pierwszy raz przeczytałam o bezimiennych Aniołach, którzy wyłaniają się z wiru ulicy, podają pomocną dłoń, rozwiązują problem i nie oczekując podziękowania rozmywają się znów w tym wirze.
Jego książka, moim zdaniem, powinna być lekturą obowiązkową w szkołach jako jedna z wielu ciekawszych i przydatniejszych niż te proponowane przez stare siatki programowe.
            Kiedy stałam tuż nad przepaścią z całkowitym brakiem wiary i ostatecznym zwątpieniem w człowieka, na moje szczęście, taki Anioł przechodził przez moją drogę i wyciągnął dłoń.
Zadzwoniłam do Arka, którego znałam od roku tylko z gazety, na godzinę przez wyznaczonym czasem zbiórki by odwołać swoje uczestnictwo w spływie kajakowym. Nie miałam sił jeść, ani utrzymać się w pionie mimo totalnej trzeźwości. Choć chciałam zmienić swoje okoliczności położenia życiowego i sama sobie pomóc nie byłam już w stanie w pojedynkę odeprzeć ogromu załamania, które mnie pochłaniało i pchało w przepaść.
Arek odebrał na całkowitym luzie ze spokojem i radością w głoście przegryzając, pewnie śniadaniową, kanapkę. Wytłumaczyłam w czym rzecz i przeprosiłam za swoją absencję. Nadmieniając, że chciałabym zacząć biegać i wyrażając swoją nadzieję na to, że ta nieobecność mnie nie przekreśli. Nie przytoczę treści tych zdań, gdyż całych nie pamiętam. Z pewnością Arek zapytał o powód mojej odmowy i jakoś trochę rozmowa zeszła na inny tor bardziej „prywatny” pomijający oficjalne powiadomienie o nieuczestnictwie w wydarzeniu sportowym.
Dzwoniłam do niego z załamaniem, niechęcią, pewnym obrzydzeniem egzystencjonalnym z myślą, że człowiek jest największym barbarzyńcą jakiego znam. Po tej rozmowie, co utkwiło mi w pamięci, to pewnego rodzaju ulga, gdy odkładałam słuchawkę. I teraz kiedy staram się odtworzyć jak się wtedy czułam, pamiętam doskonale jak siedziałam przy biurku w pokoju w którym panowała szarość od zaciągniętych zasłon. Wręcz czuję to jak wówczas, gdy spadł mi jeden kamyk z serca i poczułam jakoby radość. Momentalnie wiedziałam, że chcę go poznać osobiście. Arek tak po ludzku – prawdziwie po człowieczemu w najlepszym znaczeniu tego słowa – dodał mi otuchy, pocieszył, dał radę, a na sam koncie powiedział „przyjdź we wtorek znajdź mnie, zaczniemy biegać razem”. Gdy odłożyłam słuchawkę czułam wdzięczność, jego życzliwość do mnie – osoby której w ogóle nie znał, ba nawet nigdy nie widział, zmotywowała mnie. Dałam jemu słowo i nie chciałam go zawieść – we wtorek 14 lipca 2015 roku przyszłam biegać po raz pierwszy.
Ten debiut biegowy był niesamowitym przeżyciem. Moim katharsis. Po prostu w jednej chwili jedna z najbardziej niemożliwym dla mnie spraw stała się faktem. Gdy wracałam do domu czułam się jak młoda bogini, która może wszystko. Poziom endomorfin w moim organizmie wzrósł tak, że kipiałam poczuciem szczęścia.
Na pyszną dokładkę  tego wydarzenia Arek następnego dnia zapytał mnie jak się czuje po pierwszym biegu i umieścił na stronie jego biegowej społeczności nasze zdjęcie z postem, który zaczynał się od słów „ […] ta oto przesympatyczna koleżanka wczoraj pierwszy raz wzięła udział w Wieczornym bieganiu […]”. Napisał PRZESYMPATYCZNA!” Zdjęcie polubiło sporo osób i równie spora liczba pozytywnych biegowych zapaleńców zareagowała na to chwaląc mnie i życząc powodzenia trzymając za mnie kciuki. J
To było takie WIELKIE ZE STRONY ARKA!!! On nawet nie zdawał sobie sprawy jak mi tym pomógł. Ja płakałam ze wzruszenia jak to czytałam. Dostałam wirtualnie tak duże dawki pozytywnej energii od obcych ludzi, że przyjeżdżałam na bieganie przez pewnie czas co wtorek.  I za każdym razem Arek mnie zauważał i się ze mną witał.  To było dla mnie takie niesamowite. Ponieważ przez to, że byłam poniżana, obrażana, wyzywana i ignorowana - miałam już spaczony obraz samej siebie. Patrząc w lustro – widziałam tę osobą, którą ten psychopata z pracy, a wcześniej człowiek z którym się spotykałam chcieli mi wmówić. Przestałam widzieć prawdziwy obraz samej siebie i dopiero Arek jako pierwszy obcy człowiek w Szczecinie i do tego mężczyzna obdarował mnie dobrym słowem i pozytywną energią. Cała ta biegowa atmosfera była moim pierwszym promykiem nadziei po tym wszystkim.
Za każdym razem kiedy pokonywałam wieczorną trasę byłam zdumiona, że biegnę. Dwa i pół miesiąca wcześniej borykałam się z niesamowicie przykrymi pochodnymi przyjętej chemii. Byłam pozbawiona wszelkiej energii i jakiejkolwiek chęci. Poza tym nigdy nie lubiłam biegać, a przez zajęcia w szkole to właściwie nie cierpiałam tego robić. A teraz jedna z barier w mojej głowie została pokonana i coś co było dla mnie nierealne stało się jak najbardziej możliwe. 
Bieg był dla mnie jedną z metod w walce o równowagę. Kiedy ogarniało mnie zwątpienie i pochłaniała smutna otchłań ja starając sobie pomóc wychodziłam biegać. Pokonując trasę miałam wyobrażenie, że gruzy przeszłości i wszystkich niszczycieli zostawiam w tyle, a ja biegnę na drugi lepszy brzeg.
Rocznicowy 100sty wieczorny bieg, każda przybita „piątka” z Arkiem to wszystko było dla mnie niezwykle magiczne. Napełniało mnie radością. Myślę, że bieg wieczorową porą ma sporo podobnych historii do mojej i wiele dobrego dla uczestników tego wydarzenia uczynił. Jestem ogromnie wdzięczna, że Anioł w postaci Arka przechodził wówczas przez moją drogę.
            Poza biegiem, aby przestać się izolować zaczęłam zapisywać się na różne wolontariaty sportowe i kulturalne. Chciałam wychodzić do ludzi bo największą pomocą, jednym z najlepszych lekarstw jest bezinteresowna miłość - szeroko rozumiana i życzliwość drugiego człowieka.
W życiu jest jak w prześmiewczej powieści Gombrowicza „Ferdydurke”. Przed jednym człowiekiem schronimy się w objęciach drugiego człowieka, a przed całą grupą w drużynie innych ludzi. Co jak dla mnie doskonale obrazuje ścisły związek między tragizmem i nadzieją na lepsze. A kiedy zrozumiesz, że nie potrzebujesz wcale dresu New Balance, aby czerpać najczystszą szlachetną radość z biegu  -  zrozumiesz co jest prawdziwą esencją życia. A jak do tego pojmiesz, że marka materiału sportowego odzienia wcale nie jest wyznacznikiem tego kim jesteś. To we wszechogarniającym szczęściu bierz z życia pełnymi garściami.J

 *Arek jest roboczym imieniem dla tego tekstu. 

You Might Also Like

0 komentarze

Popularne Posty

Polub mnie na Facebook

Subscribe