Mentalna Rehabilitacja

11:39:00


Jak długo trwa rehabilitacja po wypadku? Wtedy gdy z ogromną prędkością wbije Cię w mur i doszczętnie rozwali? Wszystko połamane, a właściwie zmiażdżone. 5.., 10… lat? Mniej lub więcej? Pobyt w szpitalu i późniejsze rehabilitowanie. A wtedy, gdy niefizycznie zderzysz się z murem? Gdy wypadek to psychiczne zmiażdżenie przez antyspołecznego człowieka?! Takiego co to nie odczuwa empatii, a do celu jest gotów dojść po trupach? Ranga kolizji niemalże ta sama. Niemalże… Jednak czas rekonwalescencji jest kolosalną różnicą.
Fizyczne rany są zawsze łatwiejsze od tych wyrządzonych na duszy. Lekarz czy rehabilitant gołym okiem widzi, gdzie boli, gdzie jest nie tak i z jakim rodzajem uszkodzenia pracować. Mało tego zawsze możesz zrobić obdukcję i mieć dowód na papierze jakich szkód Ci wyrządzono.
Rehabilitacja duszy jest bardziej wymagająca i o wiele trudniejsza. Dlaczego? Bo nikt nie widzi z czym każdego dnia się zmagasz. Jak walczysz, aby kolejna fala depresyjnego stanu nie uderzyła Tobą o samo dno - kolejny raz. Dodatkowo, nie widząc tego w jak doszczętnie posypanym stanie jesteś często obrywasz kolejne ciosy bo ktoś sobie ubzdurał, że w czymś jest gorszy od Ciebie i będąc o to złym wywala złość na Tobie. Kiedy starasz się złapać balans na linii życia podczas mentalnej rehabilitacji nikt Cię nie podtrzymuje, nie ma narzędzi wspomagających. Jakiś barierki czy coś. Tak owszem, możesz wziąć narkotyki, alkohol, dopalacze, zatracić się w innych używkach. Ale to jest słabe. Z tym nie wygrasz życia. Natomiast z pewnością szybciej zacumujesz na przystani końcowej. Słabo.
Tak, więc kiedy jesteś rozwalony „na pierwszy rzut oka” fizycznie – ludzie, przynajmniej ci mniej zobojętnieni, pytają się co się stało? Jak Ci pomóc? Czy czegoś potrzebujesz? Zrobić zakupy? Lekarze chuchają i dmuchają na rany. Dbają o wykonywanie ćwiczeń.
A psychicznie? Nie ma taryfy ulgowej. Tak zwany „psycholog” może zrobić Ci jeszcze większą krzywdę, gdy chce Cię tylko naciągnąć na kasę. Poza tym psychika ludzka, dusza, nie jest do końca odgadniona. Nie widać gdzie powstały rany. Jak się rozmieszczają i jak są głębokie. Jakie spustoszenie zrobił w mniej „wypadek”. I trudno o dowody wyrządzonej krzywdy.
Kiedy jesteś całkiem normalny, ale cierpisz codziennie z powodu tego, że przez pewien czas Cię psychicznie niszczono i nie potrafiłeś się obronić. Tak mocno, że ostatecznie zawaliło się twoje życie i teraz w sumie od nowa raczkujesz. Kiedy cierpisz na skutek traumatycznych wydarzeń w twoim życiu. Kiedy w samej istocie danego zjawiska nikt nie jest w stanie tego zrozumieć póki sam tego nie doświadczy. I żadne zdanie oznajmujące typu: byłam mobbingowana, a wcześniej poniża przez pewnego kolesia co skutkowało tym, że często obwiniałam się, że jestem po prostu beznadziejna. A przy tym były brak wiary w samą siebie, minimalna pewność siebie i brak akceptacji samej siebie sprawiły, że jestem w tym wszystkim sama. … Te kilka wcześniejszych zadań naprawdę nie oddają dramatu jaki przeżyłam i trudu walki o równowagę. …
Nigdy nie wiesz jak bardzo głęboko ktoś uderzył w czyjąś duszę, jakie struktury rozpieprzył i jak kolejne wydarzenia miażdżyły to co w miarę miało swój prawidłowy kształt. Nigdy nie wiesz z jaką intensywnością jest to odczuwane i przeżywane. W dodatku istnieją takie autoimmunologiczne również „niewidziane choroby”, które mogą to odczuwanie intensyfikować. I kiedy starasz się trzymać fason – nie narzekać i w milczeniu stawiasz czoła traumie – starasz się „nie sypać się” w pracy, czy wśród ludzi, którzy Cię otaczają. Wówczas zdaje się być w porządku. Także, nikt nie zapyta: jak się czujesz? Co się stało? W czym Ci pomóc? Nikt nie zaproponuje zrobienie zakupów czy posprzątania mieszkania choć te czynności w obliczu strasznego zmęczenia psychicznego są ogromnym wyzwaniem. Nikt nie powie Ci „ej jesteś fajna”. A jak jesteś w tym sam, tak jak ja, nikt nie posiedzi z Tobą tak po prostu w milczeniu dodając otuchy samym faktem, że jest. Musisz chodzić do pracy, robić dobre wrażenie, dawać rady z zadaniami zawodowymi. Bo skoro na pierwszy rzut oka jesteś zdrowy to jest O.K.  
Pięknie to co doświadczyłam ujmują słowa Robiego Williamsa: „Wystarczy tylko się uśmiechać, by ukryć zranioną duszę i nikt nawet nie zauważy, jak bardzo cierpisz.”
Paradoksalne jest właśnie to, że ludzie zdawałoby się wiecznie uśmiechnięci i pocieszających innych cierpią najbardziej.
W momentach odczuwalnej bezradności kiedy ciężar wydarzeń przygniatał mnie stanowczo sprzeciwiałam się twierdzeniu, że „co Cię nie zabije.. to Cię wzmocni”. Ja wręcz przeciwnie czułam się jeszcze bardziej słaba. Nie jestem ze stali czy z kamienia. Niesamowicie subtelnie czuję. Bycie wrażliwą osobą z czynnikiem mocniejszego odczuwania to przejebana sprawa. Szczególnie w kraju, który od szkoły podstawowej kształci w Tobie poczucie, że nie jesteś nic wart.

Zawsze starałam się być silna, dzielna i sama sobie radzić. Pomagałam wszystkim dookoła, ale sama nie prosiłam o pomoc. Zawsze inni byli na pierwszym miejscu bo ja przecież mogę zaczekać czy nie otrzymać. W końcu jestem dzielna i sama sobie świetnie radzę. I kiedy tak właśnie działasz życie płata Ci figle by odbyć lekcję proszenia o pomoc.  Waga tych absurdalnych zdarzeń była na tyle ciężka, że przez długi czas nie byłam w stanie tego udźwignąć. Byłam zmuszona nauczyć się przyjmować pomoc i o nią prosić. A proszenie o pomoc czy jej przyjmowanie to żaden wstyd. Ja bardzo często potrzebuje dobroci drugiego człowieka w trwającej jeszcze wciąż rehabilitacji. Życzę sobie i Wam wszystkim szeroko rozumianej miłości, troski, wzajemnego poszanowania i życzliwości dobrych ludzi – wszystkich tych cech, które są niesamowicie pomocne w czasie mentalnej rekonwalescencji i później w prawdziwej i pięknej egzystencji. 

You Might Also Like

0 komentarze

Popularne Posty

Polub mnie na Facebook

Subscribe