8 nieszczęść, 5 huraganów i 2 powodzie

12:32:00


„ […]Po zdradzie jelopa i przeanalizowaniu każdego możliwego mojego błędu. Po przytłaczających wyrzutach sumienia, wodospadzie łez i rozmyślaniu przeróżnych scenariuszy „gdybym zachowała się inaczej”. Po całym kieracie nieudolnych prób nawiązania nowego lepszego kontaktu z nim, których nigdy nie docenił. Gdy w końcu jakaś cząstka mnie zrozumiała, że nie jest tego wszystkiego wart. Postanowiłam wydostać się z bagna, które mnie wciągało i męczyło. Zmienić otoczenie, które kojarzyłam z nim. Zacząć nowe i lepsze.
            Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że to takie proste. Wystarczyło złożyć podanie, a potem potoczyło się bardzo szybko niczym z płatka. W piątek kończyłam stare, a w poniedziałek zaczynałam nowe. Powiew świeżości, zmiany. Nowa praca w Global Internationaling. […]” na kanwie prawdziwych katastrof naturalnych mojego życia powstała cała książka, której fragment jest początkiem tego tekstu i w której opisuje dokładniej wydarzenia, których żywioł wyrzucił mnie ostatecznie na brzeg szpitalnego progu. 
            Przyznam, że dziś trudno mi właśnie o tych zdarzeniach pisać. Takie traumatyczne wydarzenia człowiek po prostu wypiera z siebie bo chyba łatwiej sobie z nimi poradzić. Ich negatywne efekty są widoczne gołym okiem i kiedy wracają jak bumerang, na całe szczęście już coraz rzadziej, spłynie łza po policzku, ale normalnie starasz się o tym nie pamiętać i też w sumie z nikim o tym nie rozmawiasz bo przecież i tak nikt nie zrozumie. A to że nie mówisz wcale nie znaczy, że tego nie ma. Ja zawsze pisałam. To zawsze pomagało. Pisaniem jest mi łatwiej się wyrazić – wszystko to co czuję, co myślę. Pisanie też wydaje mi się bardziej „szlacheckie” niż mówienie, ponieważ pisząc bardziej wsłuchujesz się w siebie i jest to pewien rodzaj ujawnienia duszy. Bynajmniej – jak tak mam. Tak więc, że to jest, że było, ja bardzo chcę to przedstawić, ponieważ mam potrzebę zrobienia czegoś w tym kierunku by ochronić innych i pomóc sama sobie. 
            Gdy wróciłam z Bonn w 2012 roku bardzo chciałam żyć tak jak wszyscy. Mieć pracę, partnera życiowego oraz miejsce do mieszkania. No i szybko poznałam człowieka, który wydawał mi się ideałem na długo dłużej. I też bardzo szybko przeszłam przez historię rodem z opery mydlanej – naprawdę nie wierzyłam, że takie dzieją się w prawdziwym życiu. Byłam dla tego kogoś tylko odskocznią, przerywnikiem w długotrwałym związku z inną kobietą. W skurwysyński sposób mężczyzna ten zabawił się moim emocjami i zafundował mi cały balast historii z drugą ciężarną kobietą nieoczekiwanie spodziewającą się jego dziecka. A ja tak bardzo chcąc być z kimś i wierzyć w to, że jakiś mężczyzna mnie kocha zgodziłam się na trójkąt w którym najważniejsza była inna kobieta. To pragnienie bycia kochaną zaślepiło mnie na tyle, że nie dostrzegałam kłamstw i chwilowo straciłam zdrowy rozsądek zapominając o sobie samej. Człowiek ten w ogóle mnie nie znał i przy tym swoje frustracje wyrzucał na mnie rozwalając całą moją wrażliwość. Miażdżył mnie z pełną premedytacją. Najbardziej bolało jak robił coś dla niej czego nie chciał zrobić dla mnie albo jak ciskał we mnie zdania typu „gdzie się pchasz przecież nikt cię tu nie chce” i jeszcze kilka innych przykrych, których już nie chcę pamiętać. Przyczyniając się tym samym do kiepskiej oceny poczucia mojej wartości. Wycierpiałam się niemiłosiernie pogrążając się w ogromnych falach załamania. Nie chcąc wpaść w otchłań, postanowiłam wszystko pozmieniać.
Zmieniłam pracę i wdepnęłam w jeszcze większe gówno. Podczas jednej ze służbowych delegacji koleś z pracy próbował odhaczyć mnie na liście „panienek zaliczonych” jako że się jemu to nie udało i dodatkowo merytorycznie w zadaniach służbowych byłam dużo lepsza od niego. Zaczął mnie niszczyć psychicznie. Miałam wrażenie, że wpadłam w pajęczą sieć z której nie sposób się wydostać. A on w manipulatorski sposób roztaczał absurdalne macki swojej zawiści na wszystkich możliwych frontach. Ja będąc naiwną osobą nie zdawałam sobie wówczas z jego działalności za moimi plecami sprawy i nie byłam świadoma z jaką „niecenzuralne słowo” mam do czynienia. Zaczęły się typowe fazy mobbingu, które są doskonale opisywane w literaturze.
Słowo „mobbing” poznałam zbyt późno. Nigdy wcześniej nie znałam tego zjawiska i też nie wiedziałam z czym to się wiąże i że właśnie mnie dotyka, gdy to wszystko się działo. Byłam publicznie wyzywana, ośmieszana, poniżana, umniejszał mojej kompetencji zawodowej, rozpowiadał plotki i nieprawdziwe historie na mój temat, ignorował, wykluczał z grupy. Donosił absurdalne wymysły do kierownictwa. Utrudniał lub wręcz uniemożliwiał współprace. Kłamał i manipulował. I był w tym skubany tak dobry, że ostatecznie menadżer i sztab kierownictwa był po jego stronie. Tak niesamowicie mocno wykończył mnie psychicznie, że ostatecznie z miejsca pracy wywoziła mnie karetka bo już byłam tak doszczętnie zastraszona, zestresowana i wyczerpana. Gdy wróciłam ze szpitala dostałam kolejnym rykoszetem w twarz – nie awansowano mnie, gdyż uznano, że nie poradziłam sobie z całą sytuacją. Tak bardzo się starałam na poczet tego awansu i niesamowicie mi na nim zależało. Ta informacja była już ostatnim gwoździem do skraju mojego rozstroju nerwowego. Nie myślałam taktycznie. Wiedziałam tylko, że już żadnej pracy nie chcę wykonać dla tej firmy. Rzuciłam wypowiedzeniem, a sprawę pokierowałam do Sądu. Ja nawinie wierzyłam, że pracuję w firmie, która jest wierna zasadom, które głosi i stawia na profesjonalizm. Dodatkowo człowieka, który mnie niszczył było mi niesamowicie żal i chciałam go „uzdrowić” pokazać, że świat nie jest zły. Wyszłam z założenia, że tylko człowiek, który doznał okrutnego zła jest w stanie to zło szerzyć i to doznawane zło będę zwalczać dobrocią. No i skończyło się moim złamanym „mentalnym kręgosłupem” i życiorysem z dużą wyrwą, którą nie wiem jak długo będę jeszcze łatać. Tego czego jestem pewna to fakt, mojej działalności w tym kierunku w możliwym dla mnie stopniu, aby zwiększyć świadomość mechanizmu zjawiska jakim jest mobbing oraz sposobu chronienia się przed tym.
Dziś jestem świadoma, że wówczas, gdy postanowiłam wyjść z bagna i wszystko pozmieniać na lepsze, zmieniłam tylko czynniki zewnętrzne, a cała reszta pozostała taka sama. Stąd takie rezultaty. Powinnam była zacząć od zmieniania czynników wewnętrznych. 





            

You Might Also Like

0 komentarze

Popularne Posty

Polub mnie na Facebook

Subscribe